Homilia -- II Niedziela zwykła

95-083 Lutomiersk
ul.Kościuszki 5

Homilia -- II Niedziela zwykła

Przyjście Jezusa w ludzkiej naturze jako Boga i Człowieka zapowiadali wielokrotnie na kilka wieków przed tym wydarzeniem w Starym Testamencie prorocy. Wskazywali również na miejsce narodzenia się Jezusa. Prorok Izajasz siedem wieków przed Narodzeniem Jezusa tak pisał: „A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego”. Ostatnią osobą zapowiadającą przyjście Bożego Syna - Mesjasza był Jan Chrzciciel. Głosił On rychłe nadejście Mesjasza, wzywał do przemiany serca i do nawrócenia. Zewnętrznym znakiem - owocem nauki Jana, było przyjęcie chrztu oczyszczenia w Jordanie. Pośród wielu przybywających nad Jordan do Jana Chrzciciela był również Jezus. Gdy Jan Chrzciciel zobaczył przychodzącego Jezusa, bez żadnego wahania obwieścił światu, że to jest prawdziwy Mesjasz. Wypowiedział wówczas znamienne słowa: „O to Ten jest Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”. To jest właśnie Ten zapowiadany od wieków przez proroków, Który otworzy nam wszystkim bramy Nieba po grzechu pierwszych ludzi. Nikt do tej pory po grzechu nieposłuszeństwa Adama i Ewy, nawet najbardziej sprawiedliwi, nie mogli spotkać się z Bogiem „twarzą w twarz”  w Niebie. Wszyscy sprawiedliwi przebywali w tzw. „piekłach” - miejscu oczekiwania. Dlatego w Wyznaniu wiary mówimy: „umarł na Krzyżu, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia Zmartwychwstał”. Mocą swojej Męki Śmierci i Zmartwychwstania Jezus otworzył bramy piekieł i równocześnie otworzył bramy Nieba. Świadomi tego zbawczego wydarzenia, ludzie przez wieki wołali: „Niebiosa rosę spuście nam  z góry…”

 I przyszedł Jezus w ludzkiej naturze 2020 lat temu. „Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”. Ten dramat niewiary, odrzucenia Boga powtarza się nieustannie, przez wieki. Czy u nas dzisiaj nie jest podobnie? Czy ktoś wymyślił, wskazał piękniejszy i bardziej prawdziwy drogowskaz ziemskiego życia dla dziecka, młodzieńca, dorosłego od Jezusa? Jest to Dekalog i Ewangelia. Ten drogowskaz możemy streścić krótko: do miłości Boga i bliźniego. Postawmy sobie dzisiaj pytanie: Jak ja, moi najbliżsi, przyjmujemy Jezusa - naszego Brata, Boga i Zbawiciela? Świat dzisiejszy w dużej części żyje tak jakby Boga nie było. Z przykrością należy stwierdzić, że Jezus również i wśród wielu z nas nie wzbudza powszechnego zainteresowania. Dlaczego tak się dzieje? Jezus jako Mesjasz - Bóg stał się niepotrzebny również dzisiejszemu człowiekowi. Dzieje się tak dlatego, gdyż współczesny człowiek zatracił poczucie grzechu, z którego Mesjasz - Baranek Boży może nas wszystkich wyzwolić. Skoro nie jestem pozornie tylko skrępowany, zniewolony grzechem, więc z Jezusem mi nie po drodze. Bardzo dobitnie i z wielkim smutkiem pisał o tym św. Jan Paweł II: „Współczesny człowiek zatracił poczucie grzechu. Widoczna jest tendencja do czynienia sobie żartów z grzechów, pomniejszania ich szkodliwości albo do ich zaprzeczenia. Nie mówi się, że ludzie kłamią, ale tylko ukrywają fakty, naciągają prawdę. Ludzie nie kradną, tylko pożyczają, przywłaszczają sobie cudze rzeczy. Nie popełniają cudzołóstwa, tylko korzystają z życia. Nie oszukują, tylko potrafią być bystrzy. W końcu ludzie nie zabijają nienarodzonych dzieci, tylko przerywają ciążę. Współczesny człowiek nie uznając grzechu, bagatelizując go, nie uważając siebie za grzesznika, nie potrzebuje więc Jezusa, bo nic On już nie może nowego mu zaoferować. Przecież jestem wolny! Tutaj musimy zawsze pamiętać słowa św. Jana: „Jeżeli mówimy, że grzechu nie mamy, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy”. Ktoś inny powiedział, że tak długo człowiek nie doświadczy z radością obecności Jezusa, jeżeli najpierw nie doświadczy smutku tego, że jest grzesznikiem i potrzebuje nawrócenia. Tę świadomość grzeszności naszej ludzkiej natury, która potrzebuje nieustannego oczyszczenia w Bożym Miłosierdziu posiadał Jan Chrzciciel. Dlatego w dzisiejszej Ewangelii, jak dwa tysiące lat temu, tak również i dzisiaj nam wskazuje na Jezusa mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Ten Baranek - Jezus Chrystus po swoim Zmartwychwstaniu przekazał Apostołom i ich następcom władzę odpuszczania grzechów - ustanowił sakrament pokuty i pojednania. Gdyby ludzie nie popełniali grzechów i nie potrzebowali Bożego przebaczenia, Jezus nie ustanawiałby tego sakramentu. Przez ten sakrament Jezus nie tylko przebacza grzechy, ale także daje łaski do lepszego, piękniejszego i bardziej prawdziwego chrześcijańskiego życia. Nieszczęśliwi są ci ludzie, którzy do tego sakramentu nie przystępują a nawet go lekceważą. Są oni dręczeni poczuciem winy, wyrzutami sumienia. Tego sakramentu zazdroszczą nam wyznawcy innych religii. Namiastki przeżycia sakramentu pokuty i pojednania wielu szuka natomiast w gabinetach psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów. Czy to przynosi prawdziwą pomoc? Tam można „wygadać się”, zwierzyć ze swoich problemów, wyrzucić to, co dręczy serce, ale nigdy nie można usłyszeć tych słów, które słyszymy w sakramencie pokuty i pojednania: „Idź w pokoju! Bóg odpuścił tobie grzechy!” Dziękujmy Chrystusowi - Barankowi Bożemu za Jego miłość przebaczającą. Prośmy o łaskę pokory, abyśmy popełnione przez nas grzechy umieli zawsze uznać i wyznać w spowiedzi świętej. I w ten sposób byśmy mogli otwierać swoje czyste serca na Jezusa Chrystusa, prawdziwie obecnego w Komunii świętej w czasie Eucharystii. Tylko On przeprowadzi nas przez ziemskie życie właściwą, piękną, radosną i prawdziwą drogą. Tylko On nadaje naszemu życiu właściwy sens. Czy naprawdę wierzysz Jezusowi?